Wszyscy mówią o „Lalce”, wszyscy mówią o Wokulskim…., więc i uczniowie i nauczyciele Technikum im. J. Piłsudskiego wybrali się do kina Planeta na najbardziej wyczekiwaną premierę roku.
Superprodukcja błyszczy plejadą gwiazd. Świetnie zagrane role od pierwszoplanowych postaci (M. Dorociński, K. Urzędowska, M. Dębska, M. Kondrat) aż po trzeci plan (scena, w której nie tylko panna Florentyna martwi się o swą kuzynkę, także wierny sługa - lokaj Mikołaj przejmuje się rozpaczą panny Izabeli). Olśniewające kostiumy, imponująca scenografia, dbałość o szczegóły w każdym wymiarze (kryształy i porcelanowe naczynia oraz błoto na ulicach) przenoszą nas do Warszawy II połowy XIX wieku, w której arystokraci żyją ponad stan, ubodzy z Powiśla ledwie wiążą koniec z końcem, kwitnie Sklep J. Mincel i S.Wokulski oraz rozgrywa się dramat lekceważonego szlachetnego człowieka i odrzuconej miłości oraz wielu wielu innych wątków.
Film Macieja Kawalskiego nie jest w pełni wierną wobec powieści Bolesława Prusa ekranizacją „Lalki”. Uczniowie muszą pamiętać o ważnych bohaterach literackich, na przykład pani Stawskiej czy procesie sądowym o lalkę - zabawkę, których nie ma w ekranizacji. W dziele jest natomiast wizualizacja pobytu Wokulskiego na wojnie rosyjsko-tureckiej oraz zesłania na Sybir po powstaniu styczniowym. Sceny uświadamiają zagrożenie i trud, z jakim bohater zdobywał pieniądze, czy „pokutował za błędy młodości”. Film ma więcej takich smaczków, choćby zdolny pan dziennikarz Bolesław (Prus), który napisze do „Kuriera Codziennego” relację z otwarcia nowego sklepu Wokulskiego.
Wyjście do kina na „Lalkę” integruje zespoły klasowe, pozwala na wspólne przeżywanie emocji oraz komentowanie obrazów i wrażeń. Obserwowanie losów bohaterów o skomplikowanych życiorysach i niejednoznacznych wyborach uczy wrażliwości na perspektywę innych i pomaga zrozumieć siebie.
„Lalka” to dzieło ważne dla każdego pokolenia, w nim szukamy prawdy o sobie.
Dorota Pamuła








