Ta strona używa plików Cookie. Korzystając z tej strony zgadzasz się na umieszczenie tych plików na twoim urządzeniu
Kontarst
Rozmiar czcionki
| |

Warsztaty Matematyczne Uczniów LO w Brzesku

2018-06-13 12:48
Warsztaty Matematyczne Uczniów LO w Brzesku

Warsztaty Matematyczne Uczniów LO w Brzesku

W dniach 5-7 kwietnia br. uczniowie klasy 3BF i 4IT wzięli udział w warsztatach matematycznych w Bukowinie Tatrzańskiej, zorganizowanych przez Panie: Agatę Witaszek i Annę Zielińską – Gunię.

img-0033.jpg

Zapraszamy na  relację ucznia:

Przygodę rozpoczęliśmy o godzinie 7.00. Zgarniając osoby mieszkające po drodze, prawie przegapiliśmy Patryka, jednak w ostatniej chwili kierowca zatrzymał się,  choć i tak biedny Fineasz musiał nadgonić kilkadziesiąt metrów. Podróż minęła nam w miłej atmosferze i przy akompaniamencie muzyki, która płynęła z głośnika. Na miejsce dotarliśmy około godziny 10.00. Po zakwaterowaniu w ośrodku wczasowym mieliśmy chwilę dla siebie, po czym z kopyta wzięliśmy się do pracy. Nie wszystkim było to wprawdzie na rękę, ale nie przyjechaliśmy w góry grać na konsoli, praw... aha, no tak. WIĘKSZOŚĆ Z NAS nie przyjechała grać na konsoli, tylko uczyć się matematyki. Czy chętni, czy niechętni, wszyscy zebraliśmy się w sali konferencyjnej, a Panie opiekunki wręczyły nam kartki z zadaniami na dowodzenie twierdzeń. Wiedzieliśmy, że to ma być tylko rozgrzewka, jednak nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego, co nas tak naprawdę czeka później. Póki co zadania były całkiem w porządku. Robiło się je przyjemnie, dyskutując w parach lub grupach nad możliwościami rozwiązania. Wymagały trochę ruszenia głową i pomysłowości, jednak z większością poradziliśmy sobie dobrze.

img-9656.jpg

Po 3- godzinnej rozgrzewce nadszedł czas na smaczny obiad, krótką przerwę i wreszcie prawdziwą matematykę. Zostaliśmy podzieleni na dwie grupy,  które wkrótce miały zetrzeć się ze sobą w meczu matematycznym.

Po rozdzieleniu zadań maturalnych dostaliśmy 2 godziny na ich rozwiązanie i udaliśmy się do pokoi, w których uważnie przyjrzeliśmy się poleceniom. Od początku wyglądały na trudne, więc rozdzieliliśmy zadania między sobą i w parach główkowaliśmy nad rozwiązaniami. O faktycznym poziomie ich trudności przekonaliśmy się, gdy minęła połowa czasu, a okazało się, że mamy zrobione zaledwie dwa z dziewięciu. W ciągu następnej godziny udało nam się jeszcze rozwiązać

4 zadania, a jedno doprowadzić do martwego punktu. Pozostałe dwa były niewykonalne (przynajmniej jak dla nas).

Po dwugodzinnych przygotowaniach wszyscy zebraliśmy się ponownie w sali konferencyjnej. Dwie drużyny, „oko w oko”, stanęły do boju matematycznego. Zadaniem drużyn było przedstawienie wszystkim rozwiązania zadania wybranego przez drużynę przeciwną. Zgodnie z regulaminem meczu, osobą prezentującą dane zadanie był uczeń wskazany przez drużynę przeciwną. Walka była zacięta i obu drużynom towarzyszyły niemałe emocje. Po dwugodzinnych starciach, w których zwyciężyła drużyna Damiana, udaliśmy się na ognisko, które,  z uwagi na spływający już z ośnieżonych szczytów wieczorny chłód, odbyło się w specjalnie przystosowanej drewnianej chatce. Po spałaszowaniu kiełbasek i innych przekąsek, zmęczeni całodziennym maratonem dla szarych komórek, wróciliśmy do pokoi i poszliśmy spać.

img-9639.jpg

Rano  pobudka i śniadanie o ósmej (i tak lepiej niż na co dzień). Po śniadaniu kolejne spotkanie w sali konferencyjnej. Tym razem mecz miały rozegrać dwie grupy 9-osobowe, a pozostała grupa została oddelegowana do rozwiązywania zadań na dowody geometryczne. Mnie przypadł udział w tej drugiej grupie. Muszę przyznać, że choć też trzeba było pomyśleć, atmosfera w trakcie rozwiązywania zadań była przyjemna i luźna. Miła odmiana, bo porównując z czwartkowym popołudniem to była sielanka. Następnie mieliśmy chwilę czasu wolnego, obiad  i... kolejny mecz. Całe szczęście zadania były już nieco bardziej zrozumiałe i nawet udało mi się zrobić niektóre samodzielnie. Pozostałe tłumaczyliśmy sobie wzajemnie w grupie i choć losowy podział przydzielił wszystkie najtęższe umysły akurat przeciwnikom, mieliśmy cień szansy na zwycięstwo. Gdy czas na przygotowanie upłynął, obie grupy stanęły do boju.

img-9660.jpg

Całe napięcie tuż przed meczem rozładowała pani Witaszek, proponując, byśmy zamiast spędzać kolejne godziny na meczu, wyjaśnili wspólnie trudne zadania i korzystając z ładnej pogody, poszli na spacer. Rzecz jasna przystaliśmy na tę propozycję. Analiza zadań była bardzo ciekawa. Miło było dowiedzieć się o poprawności swoich rozwiązań, a także poznać rozwiązanie tego jednego zadania, któremu podołały tylko Panie Profesor.

img-9864.jpg

Wkrótce spacerowaliśmy już po wzgórzach, wdychając świeże górskie powietrze. Nie wszyscy byli wszelako zadowoleni, bo w planie wycieczki spacer po błotnistej drodze nie był przewidziany, no, ale…. hej, w końcu jechaliśmy w góry, a w góry bierze się górskie buty, jak ich nazwa wskazuje. Taka dobra rada na przyszłość - dobre buty przydają się nawet na warsztatach matematycznych. Umysły na szczęście odpoczęły, a wieczorem mieliśmy więcej sił i czasu dla siebie.

img-9612.jpg

Następnego dnia, nawet mimo wypoczynku, część osób nie miała już sił na kolejne zmagania z matematyką. Na ratunek przyszły nam krokusy. Znaczy nie zupełnie przyszły, tylko zakwitły. W każdym razie tak się złożyło, że akurat wtedy zabarwiły całą pobliską Dolinę Chochołowską na fioletowo. Widząc nasze zmęczone twarze, Pani Witaszek zaproponowała dłuższy spacer. W sumie głowy wielu z nas już bolały, zatem chętnie przystaliśmy na tę propozycję. Jadąc w kierunku Doliny Chochołowskiej minęliśmy kilka tysięcy zaparkowanych samochodów i ponad sto czekających na drodze. Wielki tłum, naprawdę nic przyjemnego. W końcu dotarliśmy do Doliny. Całe szczęście w Dolinie natłok nie był już tak wielki i żwawo ruszyliśmy w stronę Polany Chochołowskiej. Żeby być uczciwym, trzeba przyznać, że krokusów było znacznie więcej niż ludzi. Delikatnym purpurowym dywanem okryły dno doliny. Weszliśmy w las, a niektórzy powoli zaczęli narzekać na nogi. Najbardziej marudni postanowili zostać na polanie w połowie drogi, ale na najbardziej wytrwałych czekał cudowny widok bladofioletowych zboczy Polany Chochołowskiej. Przez dobry kwadrans napawaliśmy się tym widokiem, po czym ruszyliśmy w stronę autokaru, po drodze zgarniając naszych outsiderów. W drodze powrotnej zahaczyliśmy o McDonald’s (stały punkt naszych wypadów J ) i po niespełna trzech godzinach podróży, zmęczeni, ale radośni i zadowoleni powitaliśmy nasze Brzesko.

Trzeba przyznać: to był pracowity czas, pełen doświadczeń, ale i owocnych poszukiwań Królowej Nauk.

 Bartek Klimaj, kl.3B LO

img-9497-2.jpg

20180407-122749-1.jpg

img-9759.jpg

img-9944.jpg